Recenzje 2017

Wybłagałem u organizatorów, żebym mógł zainaugurować cykl recenzji dotyczących książek finalistów plebiscytu Brakująca Litera 2017. Kierowały mną niskie instynkty, bo nic tak nie poprawia humoru przegranym, jak możliwość dokopania lepszym.
To moja pierwsza w życiu recenzja, ale jak tracić cnotę, to z kimś takim jak Patrycja. Więc zaczynam:

Na początek sama książka. Pięknie wydana, w twardej oprawie, przyjemna w dotyku. Aż chce się ją głaskać. Więc wygłaskałem, zanim zerknąłem do środka. Dedykacja zwaliła mnie z nóg: „ Moim Rodzicom. Najwspanialszym Rodzicom na świecie. Kochają mnie bardzo, więc jest szansa, że wybaczą mi tę książkę”. Poczułem autentyczne ciarki na plecach, a dłonie zaczęły mi drżeć. Pierwsze zdania, pierwsze akapity i już wiedziałem, że będzie dobrze.
Patrycja umie pisać. Ma talent. O tym wiedziałem. Jest broń i pełny magazynek słów. Jest pewna ręka strzelca. Czy trafiła w dziesiątkę? O tem potem.
Jeśli spodziewacie się wartkiej akcji, trupów i strzelania, to nie jest książka dla Was, choć są i trupy, i strzelba w bagażniku. Ta opowieść odbywa się na poziomie emocji. Autorka zaprasza nas na spacer po Gourdon. Powolny i niespieszny, ale jak wiele tam zapachów, kolorów, uczuć. Znam chyba wszystkie słowa jakie są w języku polskim, ale nie wiedziałem, że można z nich układać takie piękne zdania! Tą powieścią można się delektować jak doskonałym winem.
A treść? Zbyt wiele nie mogę Wam zdradzić, ale jest dobrze. Domyślałem się zakończenia, ale możliwe, że to dlatego, że rozmawialiśmy o książce, gdy Patrycja Gryciuk ją pisała, a nawet dopiero wymyślała. Silną stroną książki są wątki autobiograficzne. Znam Pati od pięciu lat i też nie potrafię oddzielić fikcji od faktów. Ale to chyba dobrze. To dodatkowy smaczek, dodatkowa zagadka.
To świetna, pięknie napisania, ciekawa książka.
Czy Patrycja trafiła w dziesiątkę? Czy może jednak ręka jej zadrżała i jest tylko dziewiątka albo ósemka?
A to już, Kochani, oceńcie sami. Sięgnijcie po tę książkę, bo warto.

Jarosław Prusiński – autor https://www.facebook.com/JaroslawPrusinski.autor/

Wiecie ile czasu zbierałam się do napisania tej recenzji? Miesiąc. A dlaczego tak długo? Bo nie mogłam się pozbierać. Kiedy już zaczęłam pisać, wszystko było źle, każde słowo niezadowalające, złe. Skreślałam większość tekstu, żeby napisać nowy, potem znowu kasowałam i tak chyba 4 razy. W końcu doszłam do wniosku, że nie ważne co napiszę, i tak będzie to niewystarczająco dobre. No bo jak przelać na papier to, co mam w głowie w postaci grafik, obrazów, emocji? Chyba tylko autorzy książek to potrafią, ja nie jestem w tym dobra. Autorka tej książki, Patrycja Gryciuk, zrobiła to doskonale. Moja wyobraźnia działała na pełnych obrotach.

Patrycja, po wielu latach, wraca do Francji, do małego miasteczka Gourdon na Lazurowym Wybrzeżu. Wraca do domu w którym mieszkała jej krewna, w którym spędzała każde lato w dzieciństwie, w którym działo się tyle dobrego i prawie tyle samo złego. Wraca, by ostatni raz pożegnać to miejsce, spędzić w nim ostatnie chwile życia. Kiedy dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora i pozostało jej niewiele czasu, chce ostatni raz spotkać się ze swoja największą miłością, Marnixem, więc pisze do niego ostatni list, w którym wyjaśnia wszystko i prosi o ostatnie spotkanie.

Główna bohaterka, Patrycja Gryciuk, to jednocześnie… autorka książki. Tak, pomysł rzadko spotykany, ale bardzo udany. Po skończeniu lektury zastanawiałam się ile prawdziwej Patrycji jest w wersji książkowej. Hmmh… wielka zagadka. Autorka zafundowała nam wspaniałe opisy krajobrazów i zapachów. Miałam wrażenie, że czułam zapach perfum, kwiatów opisywanych przez autorkę; że widziałam każdy zakręt i każdy pagórek na drodze do Gourdon; dotykałam każdego elementu, jaki był opisywany w książce, dotykany przez bohaterkę.

Te kilka godzin, jakie spędziłam na lekturze Trzech godzin ciszy były po prostu nie do opisania. Ja nie potrafię ubrać w słowa swoich uczuć, jestem (do tej pory) zszokowana i zachwycona tą historią. Jest tak gorzka, tak smutna, tak depresyjna, że jedyne co przychodzi mi na myśl to po prostu GRATULACJE dla autorki za zabawę emocjami czytelnika, bo jest ich miliony. Na początku było współczucie, kierowane do głównej bohaterki, która tęskni za Marnixem, swoją wieczną wielką miłością, ubolewamy nad jej losem, wyglądem, zastanawiamy się, dlaczego nie weźmie się w garść. Kiedy potem prawda wychodzi na jaw i wszystko to, w co wierzyła Patrycja, okazuje się jednym wielkim kłamstwem, którego ona sama nie chce dopuścić do swojej głowy, ja przeżyłam szok. Zaniemówiłam i w pewnym momencie nawet padło krótkie, dosyć popularne polskie słowo potoczne, bardzo często używane w wielu znaczeniach – tak, to słowo na k…, ale nie używam tego typu słów u siebie na blogu, więc możecie sobie sami je dokończyć.

Autorka zgniotła mnie emocjonalnie tą historią. Jest w niej tyle bólu, tyle goryczy, tęsknoty, miłości – Boże nie wiem czego jeszcze! Jest tak prawdziwa, że myślałam że czytam powieść na faktach, chociaż nie wiem ile jest w niej prawdziwych wydarzeń, być może wiele, być może wcale. Jest przesiąknięta cierpieniem, miałam wrażenie że w pewnych momentach to, o czym czytam, za chwilę będzie realnie działo się tuż obok mnie. To jest niebywałe. Nieczęsto czyta się takie książki. Dodatkowo autorka posługuje się pięknym, ale bardzo prostym, słownictwem, co tym bardziej mnie przyciągnęło do tej lektury.

Nie napiszę nic więcej, bo i tak nie jestem w stanie wyciągnąć z mojej głowy. Koniecznie musicie zapoznać się z tą historią, bo jest ona absolutnym hitem i perełką, ukrytą wśród innych z tego gatunku.

Justyna Lubieniecka – Oczarowana czytaniem http://oczarowanaczytaniem.pl/2018/11/56-trzy-godziny-ciszy-patrycja-gryciuk/

 

Jak przypadek może spleść losy trzech obcych sobie osób?

Mówi się, że świat jest mały, ale ta trójka jeszcze nie wie jak bardzo.

Genialny student, licealistka i taksówkarz po czterdziestce mimowolnie wpadają w wir wydarzeń, przez które przemyka się… królik. Jedno wydarzenie zmieni ich dotychczasowe życie a poradzenie sobie w sytuacji, w której się znajdą będzie wymagało od nich dużego wysiłku i zachowania zimnej krwi.

„Królik w lunaparku” to debiut literacki Michała Biardy, który na co dzień zajmuje się pisaniem programów komputerowych. Czyli informatyka z duszą artysty.

Książka podzielona jest na trzy części i z takiej ilości perspektyw poznajemy całą historię.

Na początku było słowo, a ze słowem CHAOS naprawdę, przez pierwsze kilkadziesiąt stron zastanawiałam się o co chodzi i gdzie fabuła zmierza. Opowieść pędziła jak gimnazjalista na longboardzie, słuchający muzyki i nagrywający filmik jednocześnie. Ale nadszedł ten cudowny moment kiedy historia zwalnia. Kartka po kartce „Królik w lunaparku”staje się bardziej zrozumiały by na końcu dać uczucie czytelniczego relaksu, bo „wyszło”.

 

Dla kogo jest ta książka ?

 

Myślę, że powieść idealnie wpisze się w gusta osób, które lubią książki obyczajowe. Ja uznaję ten debiut za udany.

Wielkie brawa za prze-prze-przepiękną okładkę!

 

Karolina Trembicka – Na półce z książkami

https://napolcezksiazkami.wordpress.com/2018/06/07/michal-biarda-krolik-w-lunaparku/?fbclid=IwAR22BWGq4RW3HRFbsz9GYpYZhT5DR_56mNW_tVbw6Qizrs6-Cn_AJd3OIvM

Dobra, będę szczera, do przeczytania tej książki zachęcił mnie tytuł. Zapachniało jakąś taką pokręconą historią a jeszcze, dodatkowo, Novae Res odwaliło kawał dobrej roboty jeśli chodzi o okładkę, więc po prostu nie mogłam się za to nie zabrać 🙂

Troszkę fabuły na początek, żebyście wiedzieli o co mniej więcej chodzi, bo trzeba przyznać, że pomysł na opowieść jest fajnie przemyślany; to opowieść o trzech osobach, pozornie ze sobą nie związanych, która przenika się i prowadzi do zaskakującego finału.

Młody chłopak z genialnie pracującą pamięcią, dziewczę z „wyrokiem” i sympatyczny taksówkarz to trzon książki. A wokół nich trochę szpitala, odrobina fantastyki, zmiana postrzegania czasu, narkotyki, królik, porwanie i … sporo seksu.

 

Przede wszystkim dobrze i szybko się to czyta. Jest sporo elementów, które zaskakują i ubarwiają historię. Watki szybkie i zwrotne, przyjemnie się uzupełniają. Lubię tą niewiadomą w powieściach, która sprawia, że nie jesteś pewien o co chodzi i ciągnie Cię straszliwie, by dojść do końca i poznać odpowiedź na wszystkie nurtujące pytania. Bardzo dobrze dawkowane jest napięcie, dzięki czemu, wręcz się Królika pożera…

Męczący za to był sex. Ja wiem, brzmi strasznie, ale nic nie poradzę 🙂 Jakoś tak za dużo tego tam Autor poupychał a szkoda bo napisany jest naprawdę dobrze,  bez wszelakiego rodzaju infantylnych porównań. Czasem, jednak, miałam wrażenie, że cała opowieść zaczyna się od pójścia z kimś do łóżka, kręci się wokół tego a potem zgrabnie kończy, by znów sugerować nam numerek… Nawciskany na siłę i drażnił; zwalniał tempo powieści i nie pozwalał w pełni z niej czerpać.

Postacie z tych zapadających w pamięć i jakiś takich sympatycznych. Świat przedstawiony; malutki, ale idealnie skrojony, stanowił dobre tło dla toczących się wydarzeń. Przeplatająca się przyszłość i przeszłość to majstersztyk- bardzo lubię takie klimaty.

Główny atut? Patrzenie na to samo wydarzenie z punktu widzenia różnych osób. To jest cały urok tej powieści; bo pozwala na głębsze wejście zarówno w postacie jak i w kierujące nimi motywy czy emocje. Bardzo, bardzo na plus.

Czy Wam polecam ? Jak najbardziej, Królik w lunaprku  to intrygująca przygoda  i obiecujący debiut; jest jak te seriale w których w pierwszym odcinku wiele się dzieje, ale do ostatniego nie masz pewności, kto jest kim i jak to się skończy…  A kończy się… oj grubo!

Katarzyna Przysiężniak – CzaCzytać

http://czaczytac.pl/michal-biarda-krolik-w-lunaparku/?fbclid=IwAR2yq3JRPGEc0wwxRLiRkhsC95wguCwL_DnW–67gMXjZs1xqcoyCPpzDDc

 

W grodzie nad Narwią życie toczy się spokojnym rytmem. Każdy wie co do niego należy, jakie są jego obowiązki i przywileje.

Spokój mieszkańców zaburza znalezienie w puszczy ciężko rannego mężczyzny. Nie wiadomo kim jest, skąd pochodzi, ale słowiańskie serca nie pozwalają mu dogorywać w lesie, Obcego przygarniają trzy kobiety- wdowa i jej dwie córy. Nikt nie wie, kto chciał zabić mężczyznę i czy nie będzie stanowił niebezpieczeństwa dla mieszkańców grodu…

Kto jest kim i jakie tajemnice skrywają z pozoru poukładani sąsiedzi ? Skomplikowanej sytuacji nie ułatwia fakt, że nowy „nabytek” grodu nic nie pamięta…

Jarosław Prusiński dokonał rzeczy niemożliwej. Ja- fanka kryminałów, które dzieją się w dzisiejszych czasach wsiąkłam w historię, która ma miejsce na początku X wieku bez reszty.

 

Na pewno miało znaczenie to jak wielkie przygotowania poczynił autor aby ta książka miała sens i nie była tylko zbiorem fantazji pisarza.

Zacząłem wertować wszystko to, co jest obecnie dostępne w księgarniach, bibliotekach i internecie: opracowania na temat kronik rzymskich, celtyckich, sag wikingów oraz naszych kronikarzy zaczynając od Galla Anonima ( o ile można go nazwać „naszym”) i Długosza. Odkrywałem zapiski na temat zwyczajów, wierzeń, rytuałów i życia dawnych Słowian”

Czy po takim ogromie pracy książka może być zła?

Prawdopodobnie może bo nie takie rzeczy się zdarzały, ale w tym przypadku nie ma takiego zagrożenia.

„Zapomniani bogowie” łączą w sobie wszystkie cechy jakie potrzebne są dobrej książce. Jest spójna historia, parę ciekawych wątków pobocznych, wątek kryminalny i romans. Ja nie mam pytań. Wpisuję się do grona osób, którym książka autora się podobała.

Zastrzeżeń w tym przypadku brak. Sama treść, język i sposób budowania postaci nie pozostawia miejsca na „ale” i kręcenie nosem.

Książkę mogę polecić każdemu zarówno tym, którzy interesują się historią jak i tym ( jak ja), którzy po prostu lubią mieć w rękach kawał dobrej literatury.

Karolina Trembicka – Na półce z książkami

https://napolcezksiazkami.wordpress.com/2018/06/14/jaroslaw-prusinski-zapomniani-bogowie-slowianska-opowiesc/?fbclid=IwAR0emzVSUJGCPBpGd8gRRqRqri7Q9wK8fR0D0mitCMfhRpTbONfPDeBrOQ0

 

W oko wpadła mi powieść Jarosława Prusińsiego „Zapomniani bogowie. Słowiańska opowieść.” Lubię sięgać po powieści historyczne, dzięki literaturze przenosić się w czasie. Dlatego postawiłam na książkę, której akcja osadzona jest na początku X wieku w grodzie nad Narwią.

We wstępie autor zaznacza ile poświęcił czasu na czytanie opracowań i źródeł historycznych dotyczących początków naszego państwa. Powieść nie skupia się jednak na faktach historycznych, tutaj ważne jest tło – rys epoki. Z tym ważnym zadaniem autor poradził sobie znakomicie, wygląd osady, zwyczaje mieszkańców, struktura społeczna zostały dokładnie opisane. Prym jednak wiedzie wątek kryminalny i romantyczny.

Obcy – nikt w osadzie nie zna człowieka, który nagi, z raną na głowie znaleziony zostaje w puszczy. Mężczyznę pod swój dach przyjęła Dobrawa, wdowa, matka dwóch córek. Kobiety dbały o przybysza, fizycznie odzyskał siły, niestety nie potrafi sobie przypomnieć kim jest. Obcy poznaje ludzi, wśród których przyszło mu żyć, ich obrzędy i wierzenia. Staje się częścią społeczności, bierze również udział w obronie grodów czym zasługuje sobie na uznanie.

Sławka – córka Dobrawy, która pomagała w opiece nad Obcym, nigdy jednak wprost nie przyznała matce, że interesuje ją jego los. Dziewczyna była oddana puszczy, udomowiła wilka i znikała na całe dnie pod pozorem polowań. Jednak nie zawsze tak było, kiedyś Sławka była roześmiana, ciekawa świata i ceniła sobie towarzystwo ludzi. Co takiego się stało, że aż tak się zmieniła. Czy Obcy, który nie zna swojej tożsamości będzie umiał trafić do serca pięknej dziewczyny i wydobędzie z niej długo skrywany sekret?

Powieść napisana lekkim stylem, z elementami humorystycznymi, dlatego czytało się bardzo dobrze i szybko. Zdarzały się jednak dialogi, kiedy współczesny język trochę radził, ale to były sporadyczne sytuacje. Wątek romantyczny nie jest nachalny, rozwija się miarowo, bez gwałtownych zwrotów akcji. Na pewno książka poszerza wiedzę o prasłowiańskich zwyczajach i wierzeniach – mnóstwo tutaj sprytnie wplecionych ciekawostek.

Jedynym moim zastrzeżeniem jest okładka, niestety nie oddaje klimatu powieści, jeśli znalazłaby się na niej piękna Słowianka myślę, że wyglądałoby to znacznie lepiej.

Zaznaczony przeze mnie minusik w żaden sposób nie wpływa na jakość lektury, więc pozostaje mi tylko polecić wam tę fascynującą historię.

Maria Kasperczak – Mamo poczytaj sobie

https://mamopoczytajsobie.blogspot.com/2018/08/zapomniani-bogowie.html?fbclid=IwAR345Yx13ndnA0pvu62i_729KXLsn32xP4LnX7fc_-VTSKa1pkM84qT939Q

 

Mitologia słowiańska mnie ciekawi, ale moja wiedza na temat tych wierzeń jest wciąż niewielka. Pewnie jest to spowodowane tym, że wolę opowieści zbeletryzowane niż naukowe opracowania. Poza tym nawet w szkole uczymy się mitologii greckiej, rzymskiej, a słowiańska czasami gdzieś tam przemknie, przy okazji omawiania jakiejś lektury na języku polskim czy w postaci krótkiej, suchej notatki na historii. Z ogromną przyjemnością sięgam więc po książki w stylu serii Kwiat Paproci K.B. Miszczuk. Tak, wiem, że to akurat bardziej fantasy, a nie faktyczne odzwierciedlenie wierzeń Słowian, jednak od pochłonięcia tej tetralogii zaczęłam zwracać większą uwagę na powieści ze słowiańskimi wątkami.

„Zapomniani bogowie” to nie jest książka historyczna, jak pisze sam autor we wstępie do tej powieści. Jednak można ją za takową uważać. Historyczną beletrystykę, rzekłabym. Naprawdę dobrą historyczną beletrystykę, ze świetnie zarysowanymi średniowiecznymi realiami, żywymi dialogami, zabawnymi scenami i niejedną tajemnicą w tle. I można by się czepiać, że język powieści jest zbyt współczesny, ale to nie do końca ma znaczenie. Dzięki temu zabiegowi rozmowy, które prowadzą bohaterowie, są żywe, dynamiczne i bliższe nam, niż gdyby posługiwali się oni, na przykład, językiem w stylu tego ze „Starej Baśni” Kraszewskiego. Widać, że autor poświęcił wiele godzin na zgłębienie dostępnych wydawnictw opisujących świat średniowiecznych Słowian. Efektem tych badań jest wartka opowieść, w którą możemy się zagłębić, by spędzić z bohaterami powieści kilka ładnych godzin.

 

Pewnego dnia w lesie, niedaleko nadnarwiańskiego Ostrogrodu, znaleziono nieprzytomnego, ledwie żywego człowieka. Był nagi, z rozbitą głową i nikt go wcześniej nie widział w tych okolicach. Mężowie przynoszą go do domu Dobrawy, wdowy i matki dwóch córek, Dobrosławy i Dobromiły. Kobieta nie jest zachwycona, ale przyjmuje Obcego pod swój dach, szczególnie, że mężczyźni nie wróżą mu długiego życia. Przynieśli go z lasu raczej po to, by umierał w godnych warunkach. Jednak troskliwa opieka trzech kobiet sprawia, że Obcy powoli dochodzi do zdrowia. Jego obecność wprowadza ożywienie w grodzie, a sam tajemniczy mężczyzna jest tematem wielu rozmów i plotek powtarzanych przez mieszkańców. Nikt nie wie, skąd się wziął, a chory sam niczego sprzed napaści nie pamięta…

Obcy, który nagle pojawia się w grodzie i zaburza znaną mieszkańcom codzienność, stanowi centrum całej tej opowieści. Wszystkie opisywane wydarzenia mają związek z mężczyzną i jego obecnością w chacie Dobrawy, w grodzie. Wraz z nim poznajemy zwyczaje Słowian, tradycje, panujące tam prawa, o których autor pisze w bardzo przystępnej formie, bez niepotrzebnego naukowego zadęcia. Gdyby tak były pisane podręczniki do historii, jestem przekonana, że znacznie więcej osób chętnie uczyłoby się tego przedmiotu w szkole. Ja ze szkolnej historii o Lechii nie pamiętam już nic…

Córki Dobrawy to młode i ładne dziewczęta, choć Dobrosława uchodzi już za starą pannę. Ma niewiele ponad 20 lat, lecz u Słowian jest to wiek, w którym powinna już być żoną i matką. Jednak dziewczyna nosi w sercu straszną tajemnicę, która nie pozwala jej normalnie żyć. Od czasu, gdy mając 15 lat uciekła z domu, stroni od ludzi, nie przyjmuje żadnych konkurentów, których proponuje jej swatka, a czas spędza głównie w lesie, na polowaniach. Nikomu nie zdradziła jeszcze, co przydarzyło jej się w tamtej podróży, ale wróciła odmieniona. Młodsza o kilka lat Miłka jest panną na wydaniu. Na razie zerka nieśmiało na chłopców z grodu i powoli staje się kobietą, gotową do zamążpójścia. Obie dziewczyny zerkają ukradkiem na przybysza, lecz każda z innym nastawieniem…

 

Wątek miłosny jest cudny. Tak po prostu. Nienachalny i delikatny, ale równocześnie pełen emocji i akcji. Nie znoszę w książkach przerysowanych i przesłodzonych postaci, których ckliwe umizgi i niezdecydowanie denerwują i psują przyjemność z lektury. W „Zapomnianych bogach” będziecie mogli obserwować, jak Obcy próbuje dotrzeć do zamkniętej w sobie i wrogo nastawionej do świata Sławki, która jednak, mimo tworzonego przez lata muru, bardzo pragnie być kochana i móc kochać. Tęskni za uczuciem do mężczyzny, a Obcy jej się podoba, ale tajemnica, która spala ją od wewnątrz, nie pozwala jej uwierzyć, że mogliby być razem. Dziewczyna jest przekonana, że kiedy zdradzi mężczyźnie swój sekret, on nie zechce na nią nawet spojrzeć. Obcy zaś naprawdę bardzo się stara, by zasłużyć na miłość dziewczyny, lecz nie ma pojęcia o powodach jej niezrozumiałego zachowania. Nie jest pewien, czy ona w ogóle darzy go uczuciem, skoro wysyła mu sprzeczne sygnały.

Autor fantastycznie opisał humory Sławki, jej wściekłe odzywki w dialogach z Obcym i wybuchowe reakcje na kontakty mężczyzny z innymi kobietami z grodu, a także jego odpowiedzi na czasami naprawdę przykre słowa padające z ust dziewczyny. Może tylko trochę za często uciekała od konfrontacji, ale tak została skonstruowana ta postać, więc w taki właśnie sposób Sławka radziła sobie z mętlikiem w głowie i sercu. W tej dziwnej relacji zaprezentowany został cały wachlarz emocji, do koloru, do wyboru. To jeden z przyjemniejszych wątków miłosnych, jakie miałam okazję śledzić w różnych powieściach.

W pewnym momencie pojawił się na kartach powieści kronikarz, który bardzo negatywnie postrzegał „pogan” żyjących w Ostrogrodzie. Jego zadaniem było opisanie zwyczajów Słowian, co czynił bardzo skrupulatnie, ale, niestety stronniczo, gdyż nie znając ich języka, niewiele rozumiał z tego, co widział. Miało to odzwierciedlenie w jego zapiskach, które nijak miały się do rzeczywistości. Postać ta bardzo ubarwiła opowieść. Skojarzyła mi się natychmiast z Koszałkiem-Opałkiem i z uśmiechem śledziłam poczynania pisarza. Żeby przekonać się, jak potoczyły się losy tej postaci, musicie przeczytać książkę. Gwarantuję, że spodoba Wam się ten wątek 🙂

 

Trochę się rozpisałam, ale ta książka ma taki potencjał, że musiałam o wszystkim Wam opowiedzieć. Wcale nie pogniewałabym się, gdyby pojawił się kolejny tom o perypetiach Sławki i Obcego… 😉 Panie Autorze, co Pan na to? 🙂

Katarzyna Chojnacka – Musiał – Bibliotecznie

https://bibliotecznie.blogspot.com/2018/08/zapomniani-bogowie-jarosaw-prusinski.html?fbclid=IwAR2I9IrwEgSolFvSqYMTeJx3AbxM57vRWBVKxKZtbFqZKc8Bb2oAIZ5sfL4

„Zapomniani bogowie. Słowiańska opowieść” to powieść Jarosława Prusińskiego, o której dowiedziałam się przy okazji plebiscytu Brakująca Litera 2017.

Autor przenosi czytelnika do początku  X wieku, gdy Polska nazywała się Lechia, a ludzie wciąż czcili starożytnych bogów, choć chrześcijaństwo już nadciągało i na te tereny.

Poznajemy Dobrawę oraz jej dwie córki, „starą pannę” czyli dwudziestoletnią Dobrosłwę oraz młodszą Dobromiłę.

To właśnie do ich domu sąsiad wraz z synem przynoszą z puszczy umierającego obcego. Łysy, z rozbitą czaszką, nagi – wydaje się, że w ciągu kilku godzin umrze.

Tak się nie dzieje. Obcy dochodzi do siebie, choć stracił pamięć. Jego pojawienie się wywoła sporo nieprzewidzianych wydarzeń w domu wdowy i Ostrogrodzie.

Na początku autor prezentuje czytelnikowi dość obszerny wstęp z podaniem wielu faktów historycznych oraz opowiada o tym ile pracy włożył w pisanie tej powieści, poznając słowiańskie zwyczaje i wierzenia.

Akcja powieści rozpoczyna się bardzo dynamicznie, poznajemy głównych bohaterów, poznajemy miejsce w którym żyją, słowiańskie zwyczaje.

Nie sposób nie polubić główne bohaterki i Obcego, który z racji utraty pamięci, nie ma nawet imienia.

Autor kreśli swoich bohaterów, nie tylko tych pierwszoplanowych, bardzo dobrze, prezentując pełen wachlarz ich charakterów.

Na tle codziennego życia mieszkańców grodu i naszych bohaterów poznajemy słowiańskie zwyczaje, wierzenia, bogów, przesądy, to z kim popadali w konflikty i walczyli.

Jednym z najważniejszych wątków w powieści jest Obcy i jego pojawienie się w Ostrogrodzie oraz wątek miłosny,  który na szczęście jest przedstawiony w bardzo subtelny i przyjemny sposób. Miłosne rozterki, skrywane tajemnice, niepewność, nieporozumienia, lęk przed odrzuceniem. A do tego pierwsza prawdziwa miłość i nadzieja na szczęście.

Podobał mi się taki sposób pisania o miłosnych perypetiach bohaterów.

Obecność Obcego u wdowy Dobrawy i jej córek jest rozciągnięta w czasie, wiec wraz z nim poznajemy panujące w danej porze roku święta i obrządki. Do tego dochodzi tajemniczy wątek morderstwa, który wraz z uczuciowymi perturbacjami bohaterów stanowi główną oś fabuły.

Autor ma całkiem dobry styl, a powieść jest napisana bardzo lekkim językiem.  To wciągająca historia o miłości, tajemnicach, codziennym życiu, walce o przetrwanie w trudnych warunkach i życiu w zgodzie z naturą. To historia ludzkich radości i smutków, zawiści i zazdrości, ale i miłości i przyjaźni. W lekki i okraszony humorem sposób Jarosław Prusiński snuje swoją opowieść, pozwalając czytelnikowi na swoje refleksje odnośnie naszej historii i słowiańskiej mitologii.

Daje czytelnikowi lekkiego pstryczka w nos, przypominając o tym, że w szkole uczymy się mitologii Greckiej, Rzymskiej, a o naszej wspaniałej kulturze i dawnych wierzeniach nawet się nie wspomina.

„Zapomniani bogowie. Słowiańska opowieść” to fajna historia, wciągająca i bardzo przyjemna w odbiorze. Czyta się ją z ogromną ciekawością, jednocześnie mając okazję poznać nasze dawne obyczaje i kulturę.

Jego bohaterowie są ciekawi, pełnokrwiści, a w powieści nie brakuje również brutalności, która niewątpliwie cechowała tamte czasy. Autor zwraca również czytelnikowi uwagę na to, jak przedmiotowo były traktowane niegdyś kobiety i jak łatwo można było pozbawić je szansy na normalne życie, skazując na straszny los tylko dlatego, że jakiś mężczyzna postanowił ją zgwałcić. To straszne, że winą za tak straszny czyn obarczano ofiarę i cieszę się, że autor o tym pisze, bo i dziś zdarza się, że ofiary gwałtu są jednocześnie obwiniane o to, że do niego doszło.

Podsumowując, „Zapomniani bogowie. Słowiańska opowieść” to lekka, ale niepozbawiona głębszej refleksji powieść w Słowiańskich klimatach. Czyta się ją bardzo dobrze, bohaterów się lubi i im kibicuje, a wątek miłosny obserwuje niekiedy ze szczerym uśmiechem na ustach.

Mam nadzieję, że autor napisze jeszcze inne książki w takim klimacie, bo ta powieść dostarczyła mi bardzo pozytywnych wrażeń i dobrą rozrywkę.

Agata Sochacka – Moje czytanie, czyli czytelniczy miszmasz

https://miszmasz79.blogspot.com/2018/09/zapomniani-bogowie-sowianska-opowiesc.html?fbclid=IwAR0A2UQ2PiwkeF-6_G8YFdf5Z_UZ-JHwRXdzr_IKp7pO66p6LayTrwxeic0

 

Ebooki czyta mi się strasznie ciężko; uderza mnie tym światłem po oczętach i jakoś tak elektronicznie jest i klimat nie ten co potrzeba. Ale czasem, bywa tak, że  nie da się inaczej i trzeba książkę dopaść w tym nowoczesnym wydaniu… Nie będę, jednak, ukrywać, że dla mnie jako recenzenta, od razu stanowi to pierwszy minus i czasem kończy się tak, że się… nie kończy, bo nie daje rady dobrnąć do końca. Nic nie poradzę, tak już mam. Są jednak przypadki, że powieść się broni, zaciekawia i pomimo tej straszliwej nowoczesnej formy, brnę do ostatniej strony, żeby dowiedzieć się jaki finał podarował mi Autor.

 

„Zapomnianych bogów” przeczytałam w całości, choć początek mocno mnie zmęczył. Akcja nie rozwijała się powoli, ale trudno było mi wejść w rzeczywistość X w., którą Prusiński nam przedstawił niezwykle skrupulatnie. Język, świat, postacie, wszystkie elementy mocno trzymają klimat epoki a ja już dawno nie czytałam powieści w tym stylu. Jednakże im dalej szłam, tym bardziej mnie wciągała i nagle, pomimo tej straszliwej ebookowiej formy, czytanie stało się dużą przyjemnością.

Wszystko zaczyna się od tego, że pewien mężczyzna, w bardzo kiepskim stanie trafia pod opiekę kobiety i jej córek. A, że nie pamięta kim był i kim jest, to pojawia się tajemnica… Dalej jest już tylko lepiej, bo poznajemy lepiej gród, panujące w nim zwyczaje, starych bogów i czasem nawet genezę obrządków, które kontynuujemy po dziś dzień…

Świat przedstawiony bardzo wiernie odwzorowany; nie jest to tylko powieść mająca pokazać nam historyczne początki Polski, ale też realia panujące w tamtych czasach. Zaloty, wojny, sposób podawania posiłków, obrządki, struktury społeczne, czy wierzenia; to naprawdę ciekawe elementy i pozwalają nam na nauczenie się czegoś o czasach dawno minionych.

Sama fabuła opiera się na powolnym poznawaniu kim był Obcy i dlaczego znalazł się w takiej a nie innej sytuacji.

Wątek romansowy ciekawy, choć czasem trochę nie zrozumiały dla ludzi żyjących w XXI wieku, gdzie jeśli kogoś lubisz, to po prostu mu to mówisz 🙂 Tutaj sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana, bo konsekwencje czynów popełnionych w przeszłości jak i statut społeczny miały w tamtych czasach duże znaczenie…

Budowa Zapomnianych Bogów jest spójna, choć niektóre rozdziały pojawiają się nagle i nie stanowią ciągłości z poprzednimi, ale za to dają nam trochę światła na wydarzenia z życia poszczególnych postaci. Szczerze mówiąc bardzo mi się to podobało, bo przełamywało taką schematyczność książek i sprawiało, że akcja była dynamiczna.

Ciekawe przedstawienie relacji pomiędzy poszczególnymi postaciami; bardzo w klimacie epoki.

Jest też trochę walki, odrobina magii (choć jedynie w wierzeniach) i kilka spisków, które mają swe logiczne rozwiązanie na końcu powieści.

To ciekawa pozycja dla osób lubujących się w odkrywaniu prawd o tym jakie początki miał nasz kraj i nasza kultura. To też ciekawa przygodówka, która stylistyką oddaje dawne czasy Lechii. Muszę jednak zaznaczyć, że dla Czytelników czytających głównie współczesne powieści, styl Zapomnianych, może być trudny do zaakceptowania. To specyficzna pozycja, taka bardzo w klimacie Starej Baśni, ale unowocześniona, poprzez wplecione elementy współczesnego języka…

Dajcie szanse tej Słowiańskiej opowieści, bo jest inna, przez to interesująca i, jeszcze, uczy o tym co było… a kim byśmy byli bez znajomości naszej przeszłości?

Katarzyna Przysiężniak – CzaCzytać http://czaczytac.pl/jaroslaw-prusinski-zapomniani-bogowie-slowianska-opowiesc/?fbclid=IwAR3VMd9W5v2nayGeiD_MvuZ706leVk6-u0Qc7rO90b5GhL9IWaQvRwdrUGY

Książkę, którą miałam przyjemność poznać dzięki świetnemu konkursowi „Brakująca Litera”.

Książka zaciekawiła mnie swoim opisem na tyle, że przełamałam swoją niechęć do czytania na telefonie i nie żałuje. Szkoda, że nie mogę jej postawić na mojej półce.

Opowiada głównie historię Obcego, który zostaje uratowany przez mieszkańców grodu. Nikt nie wie kim on jest, ani co robił w pobliskim lesie. Dostaje wikt i opierunek od pewnej wdowy i jej dwóch córek.  Obecność Obcego namiesza w życiu mieszkańców tego grodu. Kim on jest ? Czy jest w niebezpieczeństwie? Tego dowiecie się czytając tą książkę.

Autor przedstawia trochę inna przeszłość naszego państwa niż to co uczą nas na lekcjach historii. Ale jest to takie tło do głównego wątku czyli kim i jak tu znalazł się Obcy, a także wątek miłosny.

Co do bohaterów?

Są oni bardzo prości, nie trzeba zastanawiać się kto jest zły a kto dobry. Jednak każdy z nich posiada swoje charakterystyczne cechy.  Cieszę się, że autor nie wykreował tu żadnych niezniszczalnych superbohaterów.

Akcja toczy się tu w dobrym tempie: nie za szybko i nie za wolno. Niektóre dialogi doprowadzają do śmiechu inne przerażają.  Chodź koniec był bardzo przewidywalny to całość jest świetną historią.

Jest to kolejna polska książka, która przypadła mi to gustu.

Polecam ją przeczytać. Jest to książka, która nie pozwoli się wam nudzić.  Polecam;)

Kinga Czyrwik – Zaczytana Maniaczka

https://zaczytanamaniaczka.blogspot.com/2018/09/zapomniani-bogowie-sowianska-opowiesc.html?fbclid=IwAR2hGJhlR3Zxh6exfqRZJwBhVVaoqENw2uFjhzMjSLYTnnOC8w6CYEN0RcQ

Irak 2005 rok.

W polskiej bazie wojskowej zaczyna się poruszenie. Do stacjonujących tam żołnierzy wkrótce ma dołączyć ktoś o kogo nawet nie mają prawa pytać. Nikt jeszcze nie wie jak kolosalne konsekwencje będzie miał przyjazd tych niespodziewanych gości ani po co przyjeżdżają, jednak biorąc pod uwagę dalsze wydarzenia, niewiedza była błogosławieństwem.
Wydarzenia w Iraku dają tylko początek fali, która przepływa przez Polskę wartkim strumieniem, porywając ze sobą liczne ofiary.
Kto rządzi krajem? Prezydent? Premier? A może za tym wszystkim stoi ktoś zupełnie inny kto wie, jak działać i za jakiej sznurki pociągać by szybko osiągnąć swój cel. W tym przypadku nikt nie bierze pod uwagę ofiar, liczy się efekt.

 „…W Polsce, w przeciwieństwie do Ameryki, nie było mężów stanu. Tam do polityki szli ludzie, którzy mieli już jakąś pozycję, jakiś majątek. U nas do polityki ciągnęło tych, którzy albo nie nada­wali się do żadnej roboty, albo szli się nakraść. Tam polityk cieszył się szacunkiem, a u nas nikt polityków nie szanował. Ale sami za­służyli sobie na to swoim zachowaniem”.

 

Piotr Kościelny stworzył książkę pełną spiskowych teorii, których ilość może przytłoczyć a jednocześnie, co jest najbardziej przerażające nie wydają się one do końca odrealnione. Smoleńsk, zamachy terrorystyczne, dziwna śmierć Andrzeja Leppera to wydarzenia, o których mówili wszyscy i prawie każdy ma na ich temat własne zdanie. Nie jestem zwolenniczką teorii, że za każdym z tych wydarzeń ktoś stoi, ale political fiction, które tak sprawnie stworzył autor daje do myślenia.

„Zakonie” mamy pełno brutalności, układów, układzików, tajemniczych porozumień i podawania sobie butelek wódki pod stołem. To wszystko przez kilkaset stron podkręca atmosferę i nie pozwala się czytelnikowi nudzić.
Jedyne do czego mogę mieć delikatne „ale” to właśnie ten natłok wszystkiego, czasem mniej znaczy więcej.

 

Karolina Trembicka – Na półce z książkami

https://napolcezksiazkami.wordpress.com/2018/07/01/piotr-koscielny-zakon/?fbclid=IwAR0xAYbgoLo1JeOCJ3REgSxrqwpwd032bF0OqTsn-0Lnr3-Gq6Pwk1VwCtg

 

Trzeci z serii etnokryminałów małżeństwa Kuźmińskich.

Sądecczyzna. W romskiej osadzie zostają znalezione zwłoki małego chłopca. Policjanci swoje pierwsze kroki kierują do cygańskiej osady a to, co tam zastają przekracza ich granice pojmowania ubóstwa. Między romskimi dziećmi biega jedna blondwłosa dziewczynka, włosy o tym samym kolorze miał znaleziony niedawno chłopiec. Policjanci czują, że tych dwoje miało coś wspólnego.

Napięcia między Romami a ich sąsiadami nieuchronnie zmierzają w kierunku katastrofy, której nikt nie będzie w stanie powstrzymać.

Anna Serafin po raz kolejny zostaje poproszona o pomoc. Kobieta próbuje się przebić przez mur milczenia, którym otoczyli się Romowie. W tym samym czasie dziennikarz śledczy Sebastian Strzygoń próbuje wrócić na ścieżkę dziennikarskiej chwały; chcąc nie chcąc swoim działaniem porusza kamień, który uruchamia lawinę. Wśród mieszkańców Sądecczyzny narasta lęk, niezrozumienie i wszechogarniająca wrogość.

Ilość tajemnic, jakie skrywają mieszkańcy Kamienia poraża, a to dopiero początek…

„Wszyscy próbowali poradzić sobie z bezczynnością i czekaniem. Ludzie, którzy dotarli do celu. I tym samym stracili cel.”

Kto z nas, choć raz nie skrzywił się na widok Cygana zbierającego monety do brudnego kubka, kto chociaż raz nie odwrócił wzroku od małego, umorusanego dziecka z akordeonem na szyi?

Temat Romów jest tematem tabu. Polska jest krajem, gdzie liczba Romów jest niewielka i według oficjalnych szacunków kształtuje się obecnie na poziomie 15000-20000. (dane ze strony www.romopedia.plKuźmińscy wykazali się dużą odwagą by wziąć na barki taki temat, nie oceniając, nie stając po niczyjej stronie, pokazując historię taką, jaką była w ich wyobrażeniach.

To mocna powieść, w której według mnie ważniejszy był wątek ludzki, niż sam kryminalny. To książka, która nie pozwala na bezmyślne czytanie, wręcz przeciwnie zmusza nas do zastanowienia się nad każdym przeczytaniem zdaniem.

„- I myślisz, że to ma sens? Pamiętasz, co się działo, kiedy puściłeś na blogu swój materiał o Kamieniu?

Dziennikarz zmrużył oczy, zamrugał, pewnie raziło go słońce.

– To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że był potrzebny. Żeby skomplikować ludziom wizję świata. Tylko wtedy ta cała zabawa ma sens.”

Z czystym sumieniem mogę polecić „Kamień” uprzedzam jednak, że to nie jest książka, którą przeczytacie na plaży i o niej zapomnicie.

Karolina Trembicka – Na półce z książkami

https://napolcezksiazkami.wordpress.com/2018/07/18/890/?fbclid=IwAR3hFc17F71nT0UuIIYJxaXDBHr16BHKgw_ppJf9E6jvAy9OXgiWh6zYwmI

 

Po raz pierwszy miałam okazję przeczytać książkę określaną mianem etnokryminału. Muszę przyznać, że zaciekawiło mnie to, czy czymś się będzie różnić od znanego mi świetnie gatunku z dreszczykiem i, oczywiście, czy przypadnie mi do gustu. Jak widać po ocenie, książka mi się spodobała. Nie zdradzę zbyt wiele, by nie psuć przyjemności z lektury tym, którzy jeszcze po „Kamień” nie sięgnęli, ale na pewno rozejrzę się za pozostałymi dwoma tomami tej serii.

Kilka słów o fabule.

Niedaleko romskiej osady, Kamienia, na Sądecczyźnie, ludzie natrafiają na ciało pięcioletniego chłopca. Na pierwszy rzut oka widać, że dziecko było wycieńczone i z pewnością chorowało, zanim zmarło. Pierwsze podejrzenia padają na mieszkających nieopodal Romów. Biali sąsiedzi, a nawet policja, myślą stereotypowo i krzywdząco. Większość osób uważa, że to właśnie ludzie z osady są winni śmierci dziecka. Sytuacja komplikuje się dodatkowo, kiedy okazuje się, że dziecko jest… białe. To zdecydowanie nie pomaga Romom. Teraz, oprócz samego faktu znalezienia ciała dziecka, dochodzi jeszcze konflikt międzykulturowy. No, bo jak to? Ciało białego dziecka znalezione wśród Cyganów? Kto dokonał tej zbrodni? Odpowiedź dla wielu może być tylko jedna. Kiedy policjanci rozpoczynają śledztwo w sprawie znalezionego ciała, podczas przeszukania osady, natrafiają na kolejne białe dziecko. Tym razem jest to, jak najbardziej żywa i szczęśliwa, dziewczynka o jasnych włoskach, która wyraźnie czuje się w jednym z romskich domów jak u siebie i mówi do jednej z kobiet „mamo”.

Anna Serafin, antropolożka kultury, zostaje poproszona o pomoc. Głód, policjant prowadzący sprawę nieżyjącego chłopczyka, nie jest zachwycony takim obrotem sprawy i jawnie okazuje kobiecie swoje niezadowolenie.

Bardzo podobały mi się stworzone przez autorów postacie. Wszystkie, co do jednej, były realistyczne, trójwymiarowe i pełne szczegółów charakterologicznych. Nawet imiona miały przemyślane.

Dziennikarz Sebastian Strzygoń, na przykład, nazywany jest w powieści Bastianem. Nie znoszę tego skrótu, a tutaj był tak dobrany do całej postaci, że żadna inna wersja tego imienia nie wchodziłaby po prostu w grę.

Każda postać w tej powieści jest bardzo wyrazista. Gerard, Sylwia, Paweł, Jadzia, Łukasz, Dominika, Marek… Nawet pomniejsze postacie, jak chłopak z budki z kebabem, zostały stworzone z dbałością o istotne dla utrzymania realizmu i głębi tej historii szczegóły.

Postać podkomisarza Janusza Głoda jest genialna. Dopracowana co do milimetra tak, że można sobie tego gościa bez problemu wyobrazić. Uparty i wściekły, kiedy coś nie idzie po jego myśli. Lekko zaniedbany facet, dla którego wygląd to sprawa drugorzędna. Równie nieistotna w jego świecie jest kultura osobista czy choćby podstawowe zasady dobrego wychowania. Niech inni się martwią, on ma gdzieś, czy ktoś będzie przez niego płakał w kącie. Postawiony przed faktem otrzymania wsparcia w postaci pracownika naukowego płci żeńskiej, w szpilkach i kostiumie szytym na miarę, wrzuca Annę na głęboką wodę wioząc ją bez przygotowania do romskiej osady. Jak wypadnie antropolożka, zaopatrzona głównie w wiedzę książkową, w pierwszym starciu z rzeczywistością?

Kto jeszcze zginął? Kogo porwano? Na jakie inne wątki natrafiła policja w toku śledztwa? Z każdym rozdziałem pojawia się więcej możliwości i pytań. Zamiast rozwiązania sprawy nieżyjącego chłopca, mamy kolejne ciała i mnożące się zagadki…

Złożoność wątków występujących w powieści, dynamiczne dialogi, odmalowane z dużą precyzją sceny kolejnych działań policji i innych bohaterów sprawiają, że książkę czyta się szybko. Nawet się człowiek nie obejrzy, a już przemierza trasy pokonywane przez bohaterów, analizuje wraz z nimi znalezione dowody i przeżywa, kiedy ta czy inna postać znajduje się w niebezpieczeństwie.

Irytowało mnie tylko trochę wielokrotnie powtarzane w dialogach „…Cyganie, przepraszam, Romowie…). Można poprawić się raz, drugi, trzeci, ale tutaj wyjątkowo często ktoś się mylił i poprawiał… Być może taki był zamysł autorów, by to poprawianie się wyeksponować.

Żałowałam też, że nie ma tłumaczenia dialogów pisanych w języku Romów. Bardzo chciałabym wiedzieć, co mówili, a nie zawsze dało się wykoncypować na podstawie wtrącanych zwrotów polskich, o co może chodzić.

Tytuł ma w przypadku tej książki wiele znaczeń. Wiąże się z jednym z miejsc akcji, ale także koresponduje z problemami, które piętrzą się między Romami a ich sąsiadami, z twardym spojrzeniem i kamiennymi sercami, które wciąż napotykają mieszkańcy osady. Duet Kuźmińskich świetnie obserwuje i te swoje wnioski przenosi na papier. Jako naród nie prezentujemy się na tym obrazku zbyt dobrze. Z kart powieści wyziera bowiem ksenofobia, uprzedzenia różnego kalibru i schematyczne szufladkowanie ludzi…

Katarzyna Chojnacka – Musiał – Bibliotecznie

https://bibliotecznie.blogspot.com/2018/09/kamien-magorzata-fugiel-kuzminska-micha.html?fbclid=IwAR3080SNIysouanYXs-bDpuqoAD-dRw_rv5bwNEPXW7_KrD68QFewTMT2M0

 

Jestem pod dużym wrażeniem pomysłu na fabułę, który Agnieszka Opolska zaproponowała czytelnikom w swojej powieści „Róża”. Przeczytałam tę książkę w kilka godzin, bo nie mogłam się od niej oderwać!

Główną bohaterką powieści jest Karolina, nauczycielka matematyki w liceum i żona Daniela. Kobieta przeżyła wiele trudnych chwil, jako dziecko była świadkiem pewnej tragicznej sytuacji. Najpierw straciła matkę, później ojca. Jedyną osobą, która zatroszczyła się o nią wtedy był wuj Filip, brat jej ojca. Po latach los postawił na jej drodze Daniela, z którym Karolina postanowiła się związać. Marzyła o ciepłym domu, kochającym mężu i dzieciach. Miłość jednak z czasem spowszedniała i jakoś tak zbladła, choć okazało się, że tylko dla jednego z nich… Kto zaczął szukać uczucia poza ich związkiem? Jak się to objawiało? Dlaczego pewne rozmowy wydawały się być całkiem niewinne? Co z nich ostatecznie wynikło? I kim dla tej pary jest dr Anita Dąbrowska?

Karolina kochała wuja Filipa jak ojca, dlatego wiadomość o jego ciężkiej chorobie była dla niej ogromnym ciosem. Kobieta postanowiła zrobić wszystko, co w jej mocy, by wuj wrócił do zdrowia. Na jej przykładzie widać, do czego zdolny jest człowiek dla kogoś zajmującego ważne miejsce w jego sercu. Czy jednak mężczyzna wart był poświęceń Karoliny, a właściwie Róży? Skąd w ogóle ta Róża? Czy to na pewno jedna i ta sama osoba? Co kobieta będzie robić we Francji, do której postanowiła wyjechać? Kim są Christopher i Theo? Pytań jest wiele, ale nie zdradzę nic więcej. Wszystkie odpowiedzi znajdziecie w „Róży”… Napiszę tylko tyle, że sama podczas lektury gubiłam się w domysłach, co bardzo lubię. Im więcej wątków do rozkminienia, tym lepiej!

Znajdziecie tutaj wiele ciekawych tematów. Będzie o zdradzie, oszustwach i kłamstwach, ale także o poświęceniu, zranionej miłości i pokonywaniu przeciwności losu. Poznacie również interesującą teorię filozoficzną jednego z bohaterów, a także będziecie towarzyszyć głównej bohaterce, obserwując świat powieści z zewnątrz, ale także i jej oczami. Studium ludzkiej natury w wielu odsłonach.

Książka Agnieszki Opolskiej swoim klimatem przypomina mi powieści Magdaleny Knedler. Obie autorki w podobny sposób tworzą złożonych charakterologicznie bohaterów, którzy podejmują różne decyzje, mające wpływ na ich życie i relacje międzyludzkie. Świetnie się obserwuje ciąg zdarzeń następujących po dokonywanych przez nich wyborach.

Katarzyna Chojnacka – Musiał – Bibliotecznie

https://bibliotecznie.blogspot.com/2018/07/roza-agnieszka-opolska-recenzja.html?fbclid=IwAR1DgvvePYTPeOJHrz6obpcgMYltFT5Gyzzo_ymTC4yITtf1rkNV9zXxnYY

Karolina jest nauczycielką matematyki w jednym z krakowskich szkół licealnych. Jej życie jest stabilne i poukładane: praca, dom, mąż, codziennie wydeptuje te same ścieżki.
Wszytko się zmienia gdy kobieta odkrywa tajemnicę swojego męża Daniela. Karolina już wie, że nic nie może zostać takim jak było a ją czeka zmiana o 180 stopni. Natłok myśli w głowie potęguje fakt choroby ukochanego wuja kobiety, który pieszczotliwie zwracał się do niej, jej drugim imieniem „Róża”. Kiedy kobiecie nie pozostaje  już nic innego podejmuje decyzje, które zaprowadzą ją do małego miasteczka na północy Francji…

Jak Róża poradzi sobie w zupełnie innym świecie ? Czy w końcu odnajdzie siebie ?
Agnieszka Opolska stworzyła powieść, którą czyta się naprawdę w sekundę. To jedna z tych książek, które pozwalają zatopić się w treści, odetchnąć od codziennej gonitwy i odpocząć.
Jednak przede wszystkim „Róża” to według mnie książka o poszukiwaniu miłości, o braku ciepła w związku, o życiu obok siebie a nie ze sobą i o próbach udanych, lub mniej by to zmienić.

„Ludzie to zbiory, mogą się nakładać na siebie, uzupełniać lub zwalczać. I tu uważam, że „chcę” ma inny wymiar. Nie możesz wziąć człowieka i włożyć go do swojego zbioru. Te zbiory są sobie przeznaczone lub nie.”

To nie jest radosna powieść, ma w sobie bardzo dużo smutku i chociaż według mnie ilość wątków była momentami zbyt duża to i tak ze spokojem mogę uznać, że to przyjemna lektura, po którą z pewnością mogą sięgnąć fani powieści obyczajowych.

Karolina Trembicka – Na półce z książkami

https://napolcezksiazkami.wordpress.com/2018/08/15/agnieszka-opolska-roza/?fbclid=IwAR2kguTau6cnYRK62Ej3Si9luxDg-EFyZZpoSTcjDZEf8IH2hP5Wbv-2rnM

Mam na półce „Miejsce i imię” tego autora. Książka patrzy na mnie błagalnie od dłuższego czasu, ale w sumie dobrze, że nie miałam kiedy po nią sięgnąć, ponieważ zorientowałam się niedawno, że to drugi tom cyklu o prokuratorze IPN-u, Jakubie Kani. Tom pierwszy zaś to właśnie recenzowane przeze mnie teraz „444”. Czy jestem zadowolona z lektury? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie poniżej 🙂

Jakub Kania, prokurator IPN-u, czeka na spotkanie z niejakim Pawłem Włodarczykiem, dziennikarzem. Mężczyzna zamierza przedstawić Kani pewną teorię dotyczącą zaginionego obrazu Jana Matejki „Chrzest Władysława Warneńczyka” i swoje wnioski z poszukiwań, które przeprowadził. Niestety, dziennikarz nie dociera na miejsce spotkania. Jego auto taranuje tir, a Włodarczyk ginie na miejscu. Już na wstępie dowiadujemy się, że to nie był przypadek, lecz zaplanowane zabójstwo. Komu zależało na śmierci zwykłego dziennikarza z jednej z warszawskich gazet?

Kania, kiedy dowiaduje się o wypadku Włodarczyka, rozpoczyna własne śledztwo związane z obrazem. Intryguje go spowijająca malowidło tajemnica. W dodatku okazuje się, że wcale nie jest pierwszym prokuratorem, który próbował wyjaśnić zagadkę obrazu i ukrytej w nim przepowiedni. W dodatku jego poprzednik również zginął w wypadku…

Czego dotyczy przepowiednia? W skrócie, by nie zdradzać zbyt wiele, napiszę tylko, że chodzi o próbę pojednania dwóch religii: chrześcijaństwa i islamu, czego będzie mógł dokonać wybraniec (łącznie narodzi się ich czterech), przychodzący na świat co 444 lata. W związku z tym w powieści obserwujemy wydarzenia z wszystkich czterech okresów: w roku 998, 1444, 1881 oraz 2332. Opisywane czasy nam współczesne zarezerwowane są dla Kani i jego śledztwa. Przyznam, że były momenty w tej wędrówce między czterema okresami w dziejach, które trochę mi się dłużyły, ale jednak musiałam przeczytać całość, aby nie stracić wątku. Najmniej przypadł mi do gustu przeskok w przyszłość, ale rozumiem, że taki był zamysł autora i ta część stanowi całość z wcześniejszymi rozdziałami.

Postaci w tej powieści jest naprawdę całe mnóstwo i trzeba się nieźle spiąć, aby je wszystkie ogarnąć i powiązać z opisywanymi wątkami. Pomocny może okazać się spis bohaterów, który znajdziecie na końcu książki.

Bohaterowie są dopracowani, wielowymiarowi, prawdziwi. Poznajemy ich trochę bliżej, włącznie z ich przeszłością, dzięki czemu lepiej rozumiemy ich zachowania i decyzje, które podejmują.

Jestem pełna podziwu dla pracy, jaką autor włożył w przygotowanie się do napisania tej powieści. Research musiał zrobić potężny i naprawdę szczegółowy, bo opisy historyczne są świetnie dopracowane. Wszystko napisane jest tak, że nie sposób dostrzec, gdzie przebiega linia między prawdą a fikcją literacką. Zawsze podziwiałam ludzi, którzy potrafią na tyle opanować dane wiadomości, by umieć tak plastycznie opisać sceny bitew czy innych wydarzeń historycznych.

Powieść skojarzyła mi się w pewnym stopniu z twórczością Dana Browna czy Jamesa Rollinsa, ale autor pisze zdecydowanie spokojniej. Akcja nie pędzi na łeb na szyję, jak w cyklu Sigma Force, gdzie każda strona przynosi jakiś szok. Tutaj musiałam przestawić się na trochę wolniejsze tempo, by poznać wszystkie wątki i powiązać je tak, by zrozumieć odkrywaną przez kolejne rozdziały tajemnicę.

Urwałam jeden punkt, bo to ocena w stu procentach subiektywna, więc moja, ale nie sugerujcie się 🙂 Dla mnie to po prostu był bardzo, ale to bardzo spokojny thriller, którego akcja rozwijała się dość leniwie. Dreszczyk emocji pojawił się w chwili, kiedy dotarłam do śledztwa Kani. Resztę czytało mi się jak powieść historyczną. Jestem bardzo ciekawa, czy drugi tom serii napisany jest w podobny sposób, więc myślę, że sięgnę po niego w niedalekiej przyszłości 🙂

 

Katarzyna Chojnacka – Musiał – Bibliotecznie

 

 

 

https://bibliotecznie.blogspot.com/2018/08/444-maciej-siembieda-recenzja.html?fbclid=IwAR2jQIINfQi5jALYDirk2ORSm-YxF4voYPQbLgtdPKHYfAlh5R97HqKfEtY

.

Ostatnio, może ze względu na wiek, wychodzę poza swoją strefę komfortu i próbuję innych, nowych dla mnie, gatunków. Tym razem naszła mnie ochota na kryminał. Ale, że z reguły boję się raczej książek, gdzie krew się leje strumieniami, sięgnęłam po coś, co z opisu wydawało się trochę bardziej łagodne. Ale tego, co dostałam, nie spodziewałam się.

Róża Krull jest znaną autorką kryminałów, która sama jest świadkiem samobójstwa. Facet, którego obserwowała przez ostatnie tygodnie (prawdziwe ciacho, no a Róża jeszcze czeka na swojego księcia na białym koniu) nagle wyskoczył z balkonu. Tyle, że człowiek wyglądał na całkiem zrównoważonego psychicznie, a jego przyszłość jawiła się jako świetlana, a to za sprawą konkursu na Mistera Polski, w którym miał ogromną szansę wygrać. Róża nie byłaby sobą, gdyby nie spróbowała rozwiązać zagadki. A któż jej będzie pomagał!? Drodzy państwo, sam Rafał Maślak!

To co zauważyłam, to fakt, że w literaturze brakuje książek wprowadzających do gatunku. Jeżeli chcemy spróbować czegoś nowego, to musimy się od razu rzucać na głęboką wodę. I coś takiego może mocno zrazić. Ja do końca nie wiedziałam czy gatunek kryminału będzie mi pasował, więc kiedy znalazłam książkę Alka Rogozińskiego byłam zachwycona. Bo mogłam się przekonać, czy warto iść dalej w tym kierunku czy może zawrócić. W książce „Lustereczko, powiedz przecie” postacie są sympatyczne, fabuła trzyma w napięciu, opisy są przyjemne, dialogi zabawne. I to co przeczytałam sprawiło, że chciałabym sięgnąć po coś mocniejszego. Bo wiem, że dam radę.

 

Trzeba mi zaznaczyć, że jest to drugi tom serii „Róża Krull na tropie”. Niestety nie znam tomu poprzedniego, ale to w zupełności nie przeszkadzało mi czerpać z przyjemności. Autor w nienachalny sposób rysuje wydarzenia, które miały miejsce w pierwszej książce. Myślę, że może jakieś małe smaczki mnie ominęły, nie zrozumiałam pewnych nawiązań, jednak nie czułam, że to jest to ogromnym problemem.

Pewnie wielu z Was ciekawi, dlaczego w tytule recenzji porównałam Różę Krull z Bridget Jones. Bohaterka stworzona przez Alka Rogozińskiego nie jest stylizowana na kogoś innego. Ona jest zabawna, zwariowana, czasami niezdarna, ale przede wszystkim  ma pewną lekkość bycia, która sprawia, że nawiązania do Bridget Jones było dla mnie oczywiste.

Autor stworzył niesamowicie wyrazistych bohaterów oraz wiele postaci drugoplanowych, które jednak nie wprowadzają chaosu. Ma się wrażenie, że każdy krok popełniony przez Rogozińskiego jest przemyślany i bardzo potrzebny. Uknuta intryga jest niesamowita, a  zakończenie jest prawdziwą petardą. I wszyscy, którzy umniejszają tej książce, bo myślą, że komedia kryminalna ma słabo rozwinięty wątek kryminalny są w błędzie. Przemyślenie i dopracowanie każdego najmniejszego aspektu jest godne każdej pochwały.

Na tak pozytywny odbiór książki wpływa również język. Autor pisze lekko, przyjemnie, ale bardzo dobrze technicznie. Dodaje do tego niesamowitą dawkę humoru, która sprawia, że wybuchy śmiechu przy czytaniu „Lustereczko, powiedz przecie” są zupełnie naturalne.

Myślę, że jest to idealna pozycja, na jesienne wieczory. Fabuła jest lekka, ciekawa i przyjemna. Książka gwarantuje chwilę relaksu, która jest przecież potrzebna każdemu. Serdecznie polecam tę książkę zarówno tym, którzy na co dzień czytają kryminały, ale również tym, którzy tak jak ja, dopiero wchodzą w ten świat. A tak właściwie ta książka jest dobra dla wszystkich! Dlatego moja ocena to 8/10.

Dominika Pyza – Literova  https://paniliterowa.blogspot.com/2018/10/polska-bridget-jones-lustereczko.html?fbclid=IwAR2mwXUzw4dEdDc3YPMBBZ-CpEhFqZTTOzMkl9IiMXTSnPJqHrIOd1HPXHQ#more

Moja przygoda z „Warkotem” nie należała do łatwych a wszystko przez formę podania 🙂 Stary, przyzwyczajony do papieru umysł, odrzucił e-booka, przez co ten retro- kryminał (który nazwać retro kryminałem to zdecydowanie za mało) odleżał się w szufladzie biurka stanowczo zbyt długo. Kiedy jednak, w końcu, egzemplarz w wersji papierowej trafił do moich rąk, radośnie zaczęłam czytanie i się zaczęło; spokojnie… po chwili z lekkim zdziwieniem… aż do przyjemnego szoku 🙂

Przede wszystkim muszę się Wam przyznać, że jestem stanowczym przeciwnikiem szufladkowania powieści, poprzez nadawanie im jakiejś gatunkowej „podnazwy”; bo jeśli wpada Wam książka do rąk i jest na niej napisane „kryminał” to nastawiacie się na kryminał i przy okazji, możecie stwierdzić, że kryminałów nie lubicie, więc kupować nie będziecie. Ale, przecież, czasem okazać się może , że powieść ma do zaoferowania o wiele (wiele, wiele) więcej i pojawia się wtedy ta gigantyczna radocha, że udało się wyrwać coś totalnie innego od spodziewanego 🙂

No, ale dobra, bo ja tu samymi zachwytami Was zarzucam i to jeszcze w formie mało zrozumiałej, a nic a nic jasne nie jest, więc troszkę o fabule; Jan Warkot to młody student, który w spokoju ducha egzystuje sobie we Wrocławiu, gdzieś na początku lat 50. I tak sobie żyje, uczy się, chodzi na praktyki, aż nagle spotyka pana Słupeckiego (mojego najulubieńszego ulubieńca) i zaczyna się jazda… Dodatkowo w mieście dochodzi do dziwnych morderstw i pewien niedoświadczony, ale rokujący śledczy próbuje zagadkę owych nagłych śmierci rozwiązać… Brzmi kryminalnie? No pewno, że tak! Ale jeśli połączycie to z tajnym stowarzyszeniem, poszukiwaniem magicznego artefaktu, przesłuchaniami (z tych mało przyjemnych), zawałem serca (spowodowanym bojaźnią związaną z pewną przyprawową rośliną) jak i głównych antagonistów, którzy zwyczajni to, no cóż, jak nic nie są i jeszcze, żeby nie było, pewien gorejący… oj, bo za dużo 🙂 Tu się zatrzymam 🙂

To bez zdradzania co i jak; połączcie elementy przygodówki, zalążek romansu, bardzo przyjemną fantastykę i wątek kryminalny a otrzymacie Warkot w idealnej, zmiksowanej całości.

 

Bohaterowie charakterystyczni i świetnie rozpisani. Humor, kiedy się trafiał, bardzo w punkt, czasem lekko sarkastyczny, często jednak oddający ducha epoki i sprawiający dużo frajdy (nawet w momentach, kiedy śmiech nie był na miejscu 😛 ).

Wątków sporo, ale z tych, które nie zapętlają się niepotrzebnie, tylko zgrabnie wynikają jeden z drugiego. Zagadki ciekawe i wciągające, więc elementów zaskoczenia, czy budowania napięcia sporo i jak najbardziej na poziomie.

Klimat retro; czyli lata 50, to prawdziwy majstersztyk i nie wiem czy chodzi o talent Autora do opisywania (podejrzewam, że bardzo lubianego przez niego) miasta, czy może to genialne odzwierciedlenie realiów epoki, ale miałam czasem wrażenie, że Wrocław to taki dodatkowy bohater, który od czasu do czasu stopuje napięcie, by pokazać się w pełnej okazałości, podarować Czytelnikowi trochę tej milicyjnej rzeczywistości i równocześnie nadać idealne tło samej opowieści.

Czy CzaCzytać? Jasne, że tak! Szczerze mówiąc mam olbrzymią nadzieje, że dzieje Warkota, czy Gromiła będą miały jakiś ciąg dalszy… a tam tylko mam nadzieję; szczerze na to wyczekuje! Bo jest w tej opowieści nie tylko chęć odkrycia rozwiązania zagadki, czy lęk o szczęśliwe zakończenie, ale także, jakaś przyjemna nostalgiczna nuta, takie gatunkowe pomieszanie z polskością, której niby już nie ma, ale jednakże wciąż gdzieś tam się kołacze…

Przypadkowe spotkania, bywa, że wcale nie są takie przypadkowe… rozglądajcie się, bo przygoda czyhać może za rogiem…

Katarzyna Przysiężniak – CzaCzytać

http://czaczytac.pl/jaroslaw-rybski-warkot/?fbclid=IwAR3D67Ors6tDO_JSwnogCW97-5f52JcBMJvS_idWnATLoVFlm27vNt_eqts